Tiramisu

Jeśli chodzi o Tiramisu to prawda jest jedna. To najbardziej boskie jadłam w Rzymie. Koniec kropka. Nawet mieliśmy swoje ukochane miejsce na jedzenie Tiramisu, na które zawsze, ale to zawsze starczało nam miejsca ! Ale o tym poczytacie w poście „Gdzie zjeść w Rzymie?”    . 

Tymczasem ja przedstawiam Wam moją interpretację tiramisu – mało śmietany, dużo mascarpone, bez żółtek (u mnie połowa rodziny niestety surowego jajka nie tknie, więc nie będę taka nie dobra, żeby robić tylko dla siebie i męża).

Składniki:

  • 350 g biszkoptów podłużnych „języczków” – w praktyce 2 duże opakowania  (na formę 25 x 25 cm)
  • duży kubek zaparzonej kawy (najlepiej z ekspresu)
  • 2 łyżki cukru
  • 3 opakowania serka mascarpone
  • 200 g śmietany 36 %
  • 3 łyżki cukru pudru
  • kakao gorzkie do posypania

Sposób przyrządzenia:

Mocno schłodzoną śmietanę ubijamy na sztywno. Dodajemy 3 łyżki cukru pudru. Miksujemy. Następnie stopniowo po kilka łyżek dodajemy mascarpone.  Masa będzie dość sztywna.

Ciepłą kawę słodzimy dwoma łyżkami cukru. Każdego biszkopta moczymy z obu stron i układamy w formie (u mnie 25 x 25 cm). Ważne, żeby biszkopty były ułożone bardzo ciasno, jeden obok drugiego, tak by nie było luk pomiędzy nimi. Jeśli taka Wam się wytworzy możecie ją zamaskować połówką biszkopta. Gdy całe dno formy będzie zapełnione przekładamy biszkopty kremem, w ten sposób, by ubyło Wam połowę tego co posiadacie.

Następnie kładziemy drugą warstwę nasączonych biszkoptów i znów przykrywamy kremem. Wierzch posypujemy gorzkim kakao.  Ponieważ masa jest sztywna Tiramisu nie potrzebuje wielkiego chłodzenia ( 1 h wystarczy) , jednak moim zdaniem to Tiramisu jest najlepsze na drugi dzień.