Gdzie wybrać się,żeby dobrze pojeść? Kierunek – Izrael

Ci z Was, którzy obserwują mnie na Intagramie wiedzą doskonale jak kocham podróże. Jak uwielbiam jeździć w nowe zakątki świata w poszukiwaniu nowych rzeczy, wyzwań, miejsc…i smaków. Tak. Uważam , że nasz umysł ma niesamowity dar. Pamięć smaków. Proooszę Was nie mówcie mi, że pizza nie smakuje najlepiej we Włoszech a chilli con carne w Meksyku.

No, ale do rzeczy! Jestem takim człowiekiem, który nie lubi siedzieć w miejscu i zawsze mu się wydaje, że tyle miejsc na świecie jeszcze jest do obejrzenia a tkwi się w jednym mieście, państwie itd. Dlatego moja lista marzeń podróżniczych jest dłuuuuuuga i najlepiej wie to mój mąż, bo czasem łapie się za głowę co też ja wymyślam.

Totalnie marzy mi się wyjazd do Portugali – kierunek Lizbona, ale nie pogardzę tez południem. Hiszpanię kocham za Barcelonę, ale przecież na Barcelonie Hiszpania się nie kończy, więc i tam mamy jeszcze dużo pięknych miast do zwiedzenia. Natomiast ostatnio bardzo się nakręciłam na nieco inny kierunek – Izrael.

Izrael kojarzy mi się z magią przypraw i falafelem. I wiecie, ekscytuje mnie w nim to, że ma tak niesamowicie długą historię. Tak, wiem. Pomyślicie, to leć sobie piramidy w Egipcie zobaczyć. No, ale kurcze to akurat mnie nie kręci. Jerozolima wydaje mi się być magicznym miastem, a przeglądając ofertę RAINBOW mam wrażenie, że są tam miejsca gdzie czas zatrzymał się w miejscu.  Mieszanka smaków, mieszanka kultur, mieszanka języków. Wszystko zakrapiane mocną kawą i herbatą.  Cudownie byłoby tam pojechać! Jakiś czas temu niesamowicie marzyłam o podróży do Rzymu, marzenie swoje spełniłam. Miasto jest piękne, klimatyczne i bardzo je Wam polecam do zwiedzenia i posmakowania. Choć to nie jest mój numer jeden wyjazdowy. Najbardziej na świecie zakochałam się w Barcelonie. Za ten niepowtarzalny klimat, uśmiech na twarzy tubylców i churrosy. Chyba każdy z nas ma takie swoje ulubione miejsce, które kiedyś zwiedził i takie, do którego koniecznie chce pojechać, wtopić się w jego klimat i je poczuć. Też tak macie? Ja wierzę, że właśnie wyjazd do Izraela, do Jerozolimy mógłby spowodować zmianę w moim numerze 1 miejsc, w których byłam.

Parę słów o Izraelu – Azja Zachodnia, wschodni brzeg Morza Śródziemnego, stolicą jest Jerozolima, jednostka monetarna to szekel.

No a teraz przejdźmy do najważniejszego : Jakie pyszności będę już tam jadła jak przybędę?

Wiem, że hummus jest w Polsce już czymś totalnie oklepanym, ale z całym szacunkiem dla niektórych lokali pojęcia zielonego o hummusie nie mamy. I właśnie będąc w Izraelu jadłabym hummus ile wlezie. Polecam Wam też szakszukę – to taka nasza jajecznica z pomidorami, warzywami, aromatycznymi przyprawami. Na pewno spróbowałabym też ichniejszego pieczywa. Zawsze jak gdzieś jadę wchodzę do lokalnej piekarni. Przyznacie przecież, że co kraj to inny obyczaj. Napiłabym się też ichniejszej cudnej kawy. I herbaty. Nie zawahałabym się podjeść kibbe – to takie krokiety z kaszy bulgur i mięsa.

Poszłabym też na targ poczuć zapach tego miejsca i zapamiętać go na całe życie. I oczywiście potargować się i pokupować kulinarne pamiątki!

Ach zamarzyło mi się odrobinkę ciepełka, a Wam?

 

Post powstał w ramach współpracy z biurem podróży RAINBOW

Ponieważ podróż do Izraela jeszcze przede mną powyższe zdjęcia pochodzą z ogólnodostępnych, darmowych stocków zdjęciowych.