Dieta w ciąży

Odkąd na instagramie podzieliłam się z Wami naszą radosną nowiną o tym, że spodziewamy się maleństwa codziennie dostaje kilka wiadomości o tym żebym napisała o diecie ciężarnej. Na instagramie napisałam Wam, że pomimo, że mam wykształcenie medyczne i jestem lekarzem dentystą to nie uważam się absolutnie za autorytet w tej dziedzinie i medycznie, naukowo na takie pytania powinniście oczekiwać odpowiedzi od ginekologów, ginekologów- położników i dietetyków.

Natomiast chętnie opowiem Wam o mojej diecie. Wiadomo- każda z nas jest inna. Każdy organizm ma inne potrzeby. Aktualnie jestem w 6 miesiącu ciąży. Jedyne co mogę Wam powiedzieć to, że nigdy nie odżywiałam się lepiej jak teraz. I nie jest to związane ze zdrowym rozsądkiem, trzymaniem diety czy też odchudzaniem się! Nie! Absolutnie. Od samego początku ciąży postanowiłam zaufać sobie. I słuchać swojego organizmu. Pierwsze trzy miesiące były ciężkie. Bardzo duże mdłości. Przestałam mieć ochotę na jakiekolwiek słodycze, bo pogłębiały moje złe samopoczucie, więc automatycznie je wykluczyłam. Za to jadłam pomarańcze – na kilogramy. Serio. I sok z pomarańczy świeżo wyciskany. Dzień bez kwaśno słodkiego soku pomarańczowego nie istniał. Rano zaczynałam od owsianki, potem obiad. Tu pojawił się problem, który trwa do dziś- nie mogę patrzeć na mięso. Jedyne mięso na jakie mam ochotę to baranina i cielęcina. Ale nie codziennie. Tego nie zniosłabym. 2 x w tygodniu max 3. Dawniej było to nie do pomyślenia, obiad bez mięsa nie istniał. No i jeszcze jedna ciążowa słabość. Ogórki – kiszone małosolne + do popitki woda z ogórków, którą zresztą kochałam przed zajściem w ciążę a teraz to się tylko wzmocniło.

Podstawą mojej diety stały się owoce i warzywa. Na całe szczęście trafiłam na okres gdzie mamy truskawki, borówki, jagody, czereśnie – i tego wszystkiego jem bardzo dużo… I teraz od części z Was padnie pytanie: No co Ty, jesz truskawki w ciąży? Tak, oczywiście. Wiem, że to owoc wywołujący kontrowersje, choć nie wiem dlaczego – niby ryzyko zakażenia toksoplazmozą jest wyższe, bo jest to owoc rosnący na ziemi, ale halo! Wszystko trzeba dokładnie myć. I ja tak robię.

A Ci, którzy zdają się być wyrozumiali dla mnie w temacie jedzenia takiej ilości owoców mówią „Oj jedz póki możesz, dziecko się urodzi to nie będziesz mogła, bo kolki dziecko mieć będzie” Ależ dziewczyny! Nie dajcie sobie wmówić takich bzdur! Dieta matki karmiącej NIE ISTNIEJE. Co więcej – macie większe ograniczenia będąc w ciąży niż karmiąc piersią. Kolki nie biorą się ze zjedzenia czereśni czy innych produktów przez nas. Czemu? Pokarm produkowany jest nie z tego co zjesz! A z Twojej krwi! Zostało udowodnione, że kolki to skutek nie do końca wykształconego układu pokarmowego naszych maluszków, a nie efekt diety matki.

Spytacie zatem jakie mam ograniczenia?

– chyba o oczywistym alkoholu rozpisywać się nie będę

– nie jem surowego mięsa (ale śmieję się, że to będzie jedna z moich pierwszych potraw po przyjściu na świat maleństwa, bo tęsknię)

– nie jem surowych ryb

– ryb wędzonych na zimno (tak, na ciepło możecie, ale ponieważ nie mam możliwości sprawdzić czy na pewno było wędzenie na ciepło, bo nie mam swojej wędzarki, ani znajomych, którzy ją posiadają, zrezygnowałam całkowicie z ryb wędzonych)

-sery pleśniowe jem! Tak, jem. Te, które są wytworzone z mleka pasteryzowanego! Możecie jeść wszystkie produkty mleczne z mleka pasteryzowanego plus tak zwane sery twarde typu parmezan, peccorino – one są w pełni dozwolone w ciąży

-nie jem surowych jajek (jajecznicę jem, ale bardziej ściętą niż zwykle, sadzone też, ale takie totalnie przedobrzone)

Kurcze to wszystko. Dlatego nie poczułam się nigdy przez okres ciąży mega ograniczona. Nie ograniczam się w jedzeniu sushi – jem wersje wegetariańską i ze grillowaną rybą. Owoce jem wszystkie jak leci i warzywa bez ograniczeń.

Piję kawę. Nie wiem czy wiecie ale takie cappuciono ( 1 espersso)  zawiera mniej kofeiny niż mocniejsza herbata. Tak, w herbacie jest kofeina. I w coli też. Aaaaa no i moje drogie – w czekoladzie też macie sporo kofeiny.  Jeśli wypiję kawkę staram się nie przesadzać tego dnia z mocnymi naparami herbacianymi. Ale piję. Kocham ją miłością niezmienną!

Jem grzyby. Nie szkodzą dziecku!

 

Oczywiście myślę, że najważniejsze jest jedno. Postępować w zgodzie ze sobą. I jeśli masz się zadręczać, że zjadłaś ten parmezan, truskawki, pleśniowy z krowiego pasteryzowanego i stresować – odpuść sobie. W końcu stres źle wpłynie na Twoją małą kruszynkę i Ciebie. Ten wpis nie powstał żeby Was edukować, być może zapomniałam o czymś ważnym tutaj wspomnieć ( w ciąży często zapominam hahah), ten wpis powstał, bo wiele z Was mnie o niego prosiło, tak troszkę na zasadzie „wymieńmy się doświadczeniami”. To bardzo miłe, że chcecie znać moje zdanie, dlatego też się nim dzielę.

Życzę Wam jednego- żebyście trafiły na mądrych lekarzy, którzy postępują zgodnie z aktualnym stanem wiedzy medycznej. I będzie dobrze! Buziaki dla Was!

A jeśli chcecie dobrej wiedzy medycznej i tego co sądzi o diecie w ciąży ginekolog polecam Wam wejść na https://mamaginekolog.pl/ !