Pożegnanie z butelką i smoczkiem – nasza historia

Ten wpis na blogu miał nigdy nie powstać. Ja wielka przeciwniczka mleka modyfikowanego. Gorąca zwolenniczka karmienia piersią niewyobrażająca sobie innej opcji. Szybko doznałam wstrząsu, gdy zaraz po porodzie okazało się, że cały proces nie jest wcale prosty i wcale naturalny. Zresztą wszystko opisałam w poście na IG. To był chyba najtrudniejszy temat dla mnie od początku macierzyństwa.

Stało się. Przeszliśmy na mleko modyfikowane. Wiadomo, do 12 miesiąca życia mleko jest podstawą żywieniową. Potem stopniowo przewaga przechodzi na posiłki stałe, aż do całkowitej eliminacji mm. W 13 miesiącu życia Kuba przestał jeść mm w ciągu dnia. Jadł tylko posiłki stałe i pił wodę. Pod osłoną nocy dział się armagedon. Był w stanie wypić litr mleka modyfikowanego. Postanowiliśmy w porozumieniu z pediatrą zmniejszać stopniowo – co 2 tygodnie po jednej miarce mleka. Tym samym w 16 miesiącu życia Kuby doszliśmy do 2 miarek. Nie było szans na zejście dalej, bo Kuba wybudzał się już kilkanaście razy w nocy a my przestawaliśmy dawać rade normalnie funkcjonować. Ja po nieprzespanych nocach szłam do pracy i przyrzekam, że przed oczami miałam wizualizację łóżka a na 30 minutowych przerwach chodziłam na kanapę w pracy i … spałam. Udało mi się zniwelować jedzenie mleka na noc. Została „tylko” kwestia nocy.

Wszystko, albo nic. Próba 1. – to był wielki błąd bo jak szybko podjęliśmy próbę,tak szybko skończyliśmy. Chcieliśmy za wszelką cenę nie dawać dziecku butelki w nocy. Po 1 h płaczu zrezygnowaliśmy. Rzeczywiście czas był niesprzyjający (ciężki okres w naszej pracy zawodowej przekładał się na mniejsze zasoby energii i na odwrót. Nie mogliśmy zarwać nocki, by ogarniać rzeczy w pracy.)

Wakacje. Kuba. 21 miesięcy. Mieliśmy wzięte urlopy i założenie. Nie będziemy spali, ale uda się. I udało. Wystarczyły 4 noce.

Noc 1. Koszmarek. Pierwsza pobudka 1,5 h po zaśnięciu. Płacz, proszenie o jedzenie. Naszykowałam tubkę z owsianką mocy (zblendowałam). Była to mieszanka mająca nasycić młodego do granic możliwości. Ale on jej nie chciał. Picie w kubku kończyło się płaczem. 2 h noszenia na rękach, głaskania. Usnął. Kolejna pobudka po godzinie. I godzina płaczu. Następna po godzinie. Godzina zabawy. Modliłam się o poranek. Albo o odstrzelenie.

Noc 2. Szykowałam się na armagedon. Ale pierwsza pobudka była po 4 h. Napił się wody z kubka. Po 30 min wstał zjadł banana z zamkniętymi oczami na siedząco. Zasnął. Pobudka po 2 h, płacz trwający kilkanaście minut. Znów tulenie, głaskanie. Zasnął. Przeżyliśmy kolejną noc.

Noc 3. Dwe pobudki bez płaczu, bez wołania o butelkę. Chciał się tylko napić.

Noc 4. 3-4 pobudki (nie byliśmy w stanie zliczyć- zeznania są różne (rodziców ;)).

Jak jest teraz? Kuba ma 25 miesięcy. Czasem nie budzi się wcale, czasem 1-2-3 x na wypicie wody. Zdarzają się dni, że o 4-5 jest bardzo głodny i przez sen mamrocze, że chce banana 😀 albo bułkę.

Chyba każdy musi to jakoś przetrwać i akurat uważam, że opcja z butelką jest o tyle mniej drastyczna, że tą zabierasz i koniec. A piersi sobie nie odetniesz. Dziecko kojarzy mamę, jej bliskość z posiłkiem, dlatego uważam, że w przypadkach odstawiania od piersi pomoc taty/ babci/ innej osoby może być nieoceniona.

Jeszcze jedno co mogę Wam powiedzieć, to to, że każde naprawdę każde dziecko jest inne. Ja naszą historię napisałam Wam tutaj tylko dlatego, że bardzo często dostaje prośby o opisanie jak udało się wyeliminować mm.

Było to konsultowane lekarsko, uznaliśmy wspólnie, że jedzenie Kuby w nocy to nawyk i uzależnienie od ssania smoczka z butelki a nie głód. Takie sprawy dobrze uzgadniać z pediatrą, dietetykiem ponieważ są przypadki, że dzieci są po prostu w nocy głodne i zwyczajnie potrzebują karmień nocnych.

I muszę wspomnieć jeszcze o jednym. W dniu kiedy planowaliśmy odstawić Kubę od mm powiedzieliśmy, że butelka się zepsuła. Kuba poprosił (już wtedy mówił) żeby pójść do sklepu. Po kilku godzinach powiedzieliśmy, że w sklepie nie ma nowej butelki. Potem co jakiś czas aż do wieczoru powtarzaliśmy, że butelka się zepsuła. To samo mówiliśmy w nocy. Kuba reagował na ten komunikat w nocy zaprzestaniem płaczu (na chwilkę oczywiście), więc u nas to przygotowanie dziecka było jak najbardziej pomocne.

Co do smoczka, to sprawa wyszła sama. Najpierw na dzień chowaliśmy smoczka, ale w nocy był pozycją obowiązkową. Któregoś dnia Kuba powiedział, że wyrzuca smoczka do śmieci. I ja powiedziałam okej wyrzuć. Pochowałam wszystkie smoczki jakie były w domu. Przyszedł wieczór a Kuba zawołał smoka. Powiedziałam mu, że przecież go wyrzucił. Zasmucił się, ale przytaknął. Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa wieczory. Bez dramy. I koniec tematu. Także udało się bez ofiar.